| Z pamiętnika inwestora |
|
W wolnej chwili lubię szukać w wyszukiwarce aktualnych ofert na inwestowanie pieniędzy. Udało mi się odłożyć sporą kwotę i zastanawiam się, jak ją pomnożyć. Jeszcze kilka lat wstecz temu rzekłabym ? fundusze inwestycyjne, ale doświadczenie życiowe pokazuje, że może i to jest opłacalne, ale czasem 2,5 roku to za mało. Przypuszczam, że zainwestowanie pieniądze uda mi się odzyskać najwcześniej za kolejne 3 lata. Licząc się z niepewną sytuacją, a nie chcąc zamrażać pieniędzy na kilka lat, szukam dalej. Przejrzałam już wszystkie lokaty. To, co pięknie wygląda na papierze, w przeliczeniu na liczby wydaje się być nieopłacalne. Bo coż z tego, że lokaty 3 miesięczne oprocentowane są ponad 6% w skali roku? Po 3-miesięcznej kapitalizacji stopa procentowa kształtuje się już na poziomie 1,5-1,7%, a po odjęciu podatku Belki 1,21-1,37%. Zakładając lokatę 3-miesięczną w kwocie 5 tys. zł mogę liczyć co najwyżej na 69 zł. Po roku około 300 zł (wersja optymistyczna). Może lepiej pozostać przy koncie oszczędnościowym. Odsetki naliczane są co miesiąc, choć oprocentowanie w skali roku nie przekracza 4,5%. Po odliczeniu podatku od zysków kapitałowych, po roku będę mieć poziomie 5.185 zł. Prawie 115 zł mniej niż z lokaty, ale wypłacam pieniądze kiedy chcę, bez utraty dotychczas naliczonych odsetek. Cóż z tego, że oprocentowanie efektywne oscyluje wokół 3,7% w skali roku. To i tak lepiej niż fundusze inwestycyjne, gdzie mam -40% stopę zwrotu. Niestety, pieniądze nie leżą na ziemi i od czasu do czasu próba ich pomnożenia się nie powiedzie. Banki o tym wiedzą i stąd ich propozycje nie szokują (chyba że negatywnie), zwłaszcza że to pracownicy banku większość swoich klientów namówili na zakup jednostek uczestnictwa w fundusze inwestycyjne zamiast inwestycji w lokaty bankowe. Ponadto, odkąd stopy procentowe poszły w dół (obecnie stopa lombardowa wynosi 5,25%) banki osiągały niższą marżę, stąd konieczność obniżenia oprocentowania lokat oraz rachunków oszczędnościowych i rozliczeniowych. Pozostaje jeszcze giełda, ale tutaj gra to czysta loteria. Pieniądze jednego dnia zachęcają do dalszych inwestycji, a drugiego potrafią przyprawić o migrenowy ból głowy. Chcąc wiedzieć, w co inwestować, należy pojąć podstawowe zasady rządzące giełdą oraz wskaźniki pomocne w oszacowaniu przyszłego trendu kształtowania się cen akcji (zarówno pojedyncznych, jak i indeksów giełdowych). Później należy przez pewien czas obserwować wskaźniki giełdowe i zweryfikować stopień zgodności pomiędzy opracowanymi prognozami rzeczywistością. Oczywiście, prognozy mogą odbiegać w przypadku pojawienia się wstrząsów giełdowych wywołanych np. niefortunną wypowiedzią ważnej osobistości z branży finansowej. Takie przypadki też należy uwzględnić podczas budowania swojego portfela. Są jeszcze inne możliwości, tj. giełda towarowa (czyli wszelkiego rodzaju kruszce (złoto, srebro, platyna), cukier, bawełna itp.) czy obligacje skarbowe (ich nabycie to inwestycja min. na 2-3 lata, pomijając odsprzedaż na rynku wtórnym). Po dokładnym przyjrzeniu się dokonałam wyboru spośród tak naprawdę dwóch opcji: duży zysk (giełda, fundusze) czy wyższy poziom bezpieczeństwa (banki, obligacje). Czy się opłacało? Opowiem następnym razem. |